wtorek, 18 września 2012

Shepherd's Empire

In the shepherd's empire of broken vows
Blood is flowing through the meanders of sin

The ten commandments
Shattered into a thousand lies
The first drop of blood was spilled
To cover the altars of death

Wise men will always wander
Among the ruins of humanity
Maybe they can witness light
Where sun no longer rises

In the shepherd's empire we are starving
And maggots will feast upon our bones

I have an armor of stone
I will not yield to your greed
My wounds will devour you
And leave an empty shell

* * *

Recently I spent my time reading a book "Byłem księdzem" by a Polish ex-priest, now a politician, Roman Kotliński. I always maintain a necessary distance from the words I read in any source. However, I couldn't resist the feeling that my eyes witness a true story of human decay and deviation under the pompous yet lying banners of the Catholic Church. The author presents a strong knowledge of the Church's structures in Poland and the same amount of distance that I maintain, which makes his works trustful.

Mr Roman dedicated his books to the victims of the Catholic Church. I decided to write a short lyric and dedicate it to the victims of all kinds of organized religion. Tyrannies of the minds, not the souls.

sobota, 10 marca 2012

Kryzys męskości?

Kiedyś życie było bardziej kolorowe. Dzisiaj nic nie ma zapachu i smaku, a dawniej wszystko miało. Trudno dziś spotkać prawdziwy kotlet mielony. One wszędzie smakują tak samo. Nie ma już prawdziwych pierogów z mięsem. To są pierogi z czymś.

To słowa Tomasza Budzyńskiego - wieloletniego lidera zespołu Armia i pamiętnej Siekiery. Starałem się zanotować jego najciekawsze myśli najwierniej, jak umiałem. A słowa te brzmiały w kutnowskim Muzeum Regionalnym, które zaskoczyło mnie swoim pomysłem na kolejne spotkanie autorskie. Z tego zaskoczenia wzięła się u mnie chęć na to, by przyjść, obejrzeć, posłuchać... nie tylko Tomasza, ale przede wszystkim filmu Podróż na wschód, którego jest współautorem.

Budzyński z jednej strony wprowadził w salę muzeum silny i ciepły powiew świeżości, otwartości i poczucia humoru. Z drugiej strony była to nostalgiczna podróż w czasy jego dzieciństwa i pierwszych sukcesów. Opowiadał o świecie, którego już nie ma i być może nigdy nie wróci. Czy naprawdę aż tyle się zmieniło, czy to tylko subiektywne spojrzenie 50-latka? Choć nie powinno się nikomu wypominać jego metryki, to w tym kontekście podanie tego faktu jest niezbędne.

Dziś z jednej strony wszystko wolno, a z drugiej coraz więcej się zabrania. Ale nie ma już tych emocji związanych z łamaniem zakazów. Kiedyś był konwenans towarzyski. Wiele rzeczy było zabronionych. Teraz moja 16-letnia córka pyta mnie, dlaczego nie może poderwać chłopaka. Jestem zszokowany. Dawniej to chłopak, jak to się mówiło, smalił cholewki. Dziś jest kryzys męskości.

Świadomie lub nie, Budzyński podsunął receptę na ten kryzys. To powrót do... mentalności dziecka.

Dzieciństwo jest najważniejszym etapem w życiu człowieka. Dziecko poznaje świat w sposób czysty. Odbiera go w pełnej palecie barw. Dorosły patrzy na słońce i myśli: powiedziano nam, że słońce jest gwiazdą, że tworzy się na nim pole magnetyczne. Widzimy skrawek rzeczywistości. Dziecko, w swojej niewiedzy, postrzega świat bez uprzedzeń i ograniczeń.

Bądźmy zatem otwarci jak dziecko. Jak egipski Hoor-par-kraat.

fot. Andrzej Wastowski, www.wastowski.pl

sobota, 21 stycznia 2012

Prawdziwy humanizm?

Ludzie komponujący wspaniałą muzykę lub tworzący dzieła sztuki często mają wielki zakres wiedzy i doświadczenia, będącym fundamentem ich kreatywności, mistrzostwa i intuicji, na którym budują całokształt. (...)

Na drugim końcu spektrum (inżynieria, nauki ścisłe, matematyka) sytuacja jest taka sama - kreatywność, mistrzostwo i intuicja pracują na fundament wiedzy i doświadczenia. Przykładem może być to, w jaki sposób Watson i Crick zobrazowali kształt podwójnego łańcucha DNA. Dlatego nie dziwi jak wielu muzyków i artystów odnajduje się w matematyce czy inżynierii, oraz to jak wielu matematyków, inżynierów i profesjonalistów z dziedziny komputerów i oprogramowania jest artystami lub muzykami.

Hans Ladanyi, SQL. Księga eksperta, wyd. Helion, 2000 e.v.

A więc skończmy tę żałosną wojnę między "humanistami" a "ścisłowcami".

Do what thou wilt shall be the whole of the Law.

środa, 28 grudnia 2011

Kilka podstawowych zasad... na nowy rok

Takie słowa zapisałem kilka lat temu na niewielkiej karteczce, którą następnie ukryłem w książce. Niepozorny skrawek papieru do dziś służy mi za drogowskaz, po który sięgam w kryzysowych sytuacjach.

Ta książka to Święte Księgi Thelemy w przekładzie Krzysztofa Azarewicza, a dokładniej Liber Tzadi vel Hamus Hermeticus Sub Figura XC, określana jako "haczyk na ryby". Z okazji zbliżającego się nowego roku 2012 e.v. (IV20 - Sąd Ostateczny) chciałbym omówić tę krótką, lecz bardzo treściwą pozycję.

Skąd czerpać radość w życiu cielesnym? Co będzie po śmierci? To drugie pytanie było jednym z argumentów, który mój kolega przytoczył kiedyś w obronie chrześcijaństwa. Stronię od wszelkich ataków na jakąkolwiek religię - tak czy siak Liber Tzadi utwierdziło mnie w moich osobistych przekonaniach.

Liber Tzadi to istotna wskazówka dla osób chętnych do podjęcia Inicjacji. Zawiera radosne wezwanie do podjęcia Wielkiego Dzieła. Podobnie jak w słynnym manifeście Marcello Ramosa Motty, tak i tutaj czytamy o końcu smutku, zmęczenia i zniewolenia.

Podmiot1, który do nas przemawia, widzi radość w byciu sobą. Nie każę wam wyrzec się lubieżności, próżności i szaleństw. (...) Wszystko, co czynicie jest prawe, jeśli jest w tym radość. Warto zapytać, czym jest ta radość? Czy jeżeli dla zabawy wybiję koledze oko, to czy będę szczęśliwy? Z pewnością nie. Prawdziwa radość nie jest źródłem niczyjego smutku (czy to świadomego, czy ukrytego w podświadomości). Prawdziwa radość nikogo nie krzywdzi, a jedyny wpływ na inne Gwiazdy to czysta inspiracja.2

Światło, Życie, Miłość, Siłę, Fantazję, Ogień - te rzeczy ma przynosić Thelema. Jednocześnie wzgardzone zostają: słabość, nieśmiałość, niedoskonałość, tchórzliwość, bieda, płacz. Umieściłem wszystkie te punkty na kolejnych wierzchołkach heksagramu - polecam ten drobny eksperyment. Pasuje.

Uczniowie Thelemy mają być dumni i piękni; silni i bystrzy. Mają stać się potężnymi zdobywcami. To wezwanie do pielęgnowania siły, do pracy nad sobą. Jedyne, czego można się wyrzec, to słabość, wstyd, strach... To są rzeczy, które bezlitośnie krępują ręce. A niewolnicy będą służyć. (AL II:58)

Liber Tzadi nawiązuje do greckich misteriów Eleusis. To niewielka miejscowość na przedmieściach Aten, w której przez prawie dwa tysiące lat ([1]) praktykowano kult Demeter i Persefony - kult płodności.3 Ważnym uczestnikiem obchodów był Iacchus (Ιακχος) - identyfikowany z Dionizosem, niósł podwójną pochodnię. Liber Tzadi wymienia go, mówiąc o wybornym winie Iachusa, którego mają zasmakować inicjowani w Thelemie. Samo Eleusis wymieniane jest jako miasto, do którego gajów prowadzi złota nić. My, ludzie tę nić już posiadamy - tracimy ją jednak, gdy jesteśmy smutni, zmartwieni, wściekli, zawstydzeni.

Życie jest samotną wędrówką - taki wniosek wysnuwa omawiana przeze mnie pozycja. Zarówno na wysokościach, jak i w głębinach jedynym towarzyszem naszej drogi będziemy my sami. I to nie wszystko. Spójrz na siebie, spróbuj opisać swoją osobowość - kim jesteś? Aniołem, diabłem? Liber Tzadi mówi: kimkolwiek jesteś, zjednocz się ze swoim przeciwieństwem. Moi adepci stoją wyprostowani; ich głowy są ponad niebiosami, stopy poniżej piekieł.

Tak więc, uważając się za adepta thelemicznych nauk, pora wyprostować swoją sylwetkę, odrzucić strach i wstyd oraz dumnie postępować na swej unikalnej Ścieżce.




Zredagowałem treść mojej karteczki, tak aby znalazło się na niej dokładnie sześć punktów. Miło się je opisuje na heksagramie. A jak trudno się ich przestrzega na co dzień! Cóż, nie ma lekko. Ale warto.

Kimkolwiek jesteś, drogi Czytelniku, namawiam Cię do samodzielnego napisania takiej karteczki. Niech towarzyszy Ci we wszystkie dni Twej wędrówki na Ścieżce Woli.

Uzupełnienie: Polecam posłuchać Liber Tzadi w interpretacji dr. Davida Shoemakera, jak również przeczytać esej Aleistera Crowleya poświęcony rytuałom Eleusis.

* * *

1. Kim dokładnie jest podmiot, który przemawia w księdze? Master Therion? Odpowiedzi nie znalazłem, a w błąd wprowadzić nie chcę.

2. Wierzę, że każdy człowiek może być wyrocznią sam dla siebie. Postępując zgodnie z głosem sumienia ma szansę być szczęśliwym i dawać radość innym ludziom. Chyba, że jego sumienie jest chore... wtedy potrzebuje wyrazistej inspiracji. Jednak z pewnością jego źródłem nie powinien być jakikolwiek bóg ani kapłan, który stałby z batem w ręku i straszył piekłem (a do tego kazał wrzucać pieniążki na tacę).

3. Aby móc wczuć się w atmosferę tego miasteczka, zapraszam na stronę ze zdjęciami z tamtejszego Muzeum Archeologicznego.

czwartek, 5 czerwca 2008

Zbawienie! Szczęście! Tylko u nas!

Surfując tu i tam natknąłem się kiedyś na interesujący dokument, zatytułowany "Westminsterskie wyznanie wiary". To jedno z najważniejszych protestanckich wyznań wiary, powstałe w Londynie w 1646 r. tworzone w czasie, gdy purytanie pod wodzą Oliviera Cromwella przejęli władze w Anglii ([1]). Pozwolę sobie zacytować kilka ciekawych fragmentów:

Nasi pierwsi rodzice, zwiedzeni przez podstępnego węża, zgrzeszyli spożywając owoc zakazany. Wypełniając Swój mądry i święty zamiar. Bóg pozwolił, aby się to stało, ponieważ On kieruje wszystkim dla Swej chwały.
rozdział 6, wers I

(...) nie mogą być zbawieni ludzie, którzy nie przyjmują chrześcijańskiej religii, bez względu na to jak gorliwie usiłują zmienić swoje życie zgodnie z naturalnym oświeceniem i naukami swojej religii.
rozdział 6, wers IV

Monopol chrześcijaństwa na zbawienie, życie wieczne i szczęście? Stara śpiewka, że nikt nie ma racji poza nami. To nasze księgi są najmądrzejsze i najprawdziwsze...

Jeszcze drobny cytat z II listu do Galatów:

A jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia.
Gal 2:16

Każdy oceni to już po swojemu.

środa, 28 maja 2008

Strach narzędziem terroru

Religie świata zawsze miały strach jako podstawowy sposób na utrzymanie ludzi w wierze. Mieli oni bać się gniewu bóstw w razie nieposłuszeństwa i oczekiwać hojnego wynagrodzenia w przypadku posłuszeństwa. Otwieram Ewangelię Łukasza i w rozdziale 12 czytam:

Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!

Prawie trzydzieści wersów później czytam:

Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.

W rozdziale trzynastym:

Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?
Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.

Przeciętny człowiek boi się bólu, boi się fizycznej śmierci. Nic więc dziwnego, że takie argumenty łatwo przemawiają do ogółu społeczeństwa. W tym momencie ziemscy poplecznicy Boga mogą z tego uczynić sprawne narzędzie władzy. Zwłaszcza dawniej, kiedy większość ludzi nie umiała czytać ani pisać. Dziś co prawda jesteśmy lepiej wyedukowani, ale czy tak samo szybko rozwija się nasza zdolność samodzielnego myślenia? Czy też wystarczy powiedzieć: to i to jest grzechem, a wtedy my potulnie chylimy czoło?

Jakiś czas temu przydarzyła mi się polemika z pewnym publicystą, który zarzucił mi, że obieram sobie najgorsze autorytety duchowe, ludzi pełnych cynizmu. Tymczasem to religia chrześcijańska wydaje mi się najbardziej cyniczna i podła. W tym samym, dwunastym rozdziale Ewangelii Łukasza Jezus porównuje ludzi z ptakami. Twierdzi, że skoro Bóg karmi je, to tym bardziej wykarmi nas, bo o ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! (Łk 12:24). Tymczasem to my, a nie ptaki, mamy zostać strąceni do piekła (ew. czyśćca) za nasze grzechy. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, lecz w momencie, gdy ta wola nie jest tożsama z wolą Boga, ten wygraża nam palcem przez swego Syna. Wydaje się, że cynicznie przyznaje: przecież mogliście wybrać dobro, mieliście wolną wolę...

Pozwolę sobie skonfrontować te cytaty z Biblii ze słowami Marcelo Ramosa Motty („Wzywając Dzieci Słońca”):

Wiele wam powiedziano o „boskim odkupieniu poprzez ból”. Powiedziano wam, że świat ten jest padołem łez; siedzibą demonów, które inkarnują się tu by odpokutować swe grzechy. Mówiono wam, że jedynie smutek sprowadza Światło i Wyzwolenie. Mówimy wam, że wszystko to już skończone.
(..) Ten świat nie jest mitem o demonach odpokutowujących swe grzechy. Jest łożem uśpionych Bogów snujących swe senne marzenia.

Czyń swoją Wolę, będzie całym Prawem! Aumgn!

wtorek, 12 lutego 2008

O Miłości słów parę

W naszym harmonogramie świąt i obchodów na dobre zagościł dzień 14 lutego, pieszczotliwie zwany Walentynkami, a który wywołuje tyle samo westchnień, co i kontrowersji. Jedni z zapałem szykują się do wysyłania kartek i/lub umawiania się na romantyczne spotkania, inni zżymają się, że wszystko to komercha i na pokaz. A dla mnie to po prostu okazja, by zwrócić uwagę na kilka istotnych spraw, co też czynię niniejszym. Publikuję notkę już dzisiaj, aby każdy, kto chce przeczytał ją zawczasu i jeśli już zamierza świętować zbliżający się dzień, to niech przeżyje go należycie.

Miłość jest jak Bóg. Każdy wie, o co chodzi, ale nikt nie potrafi tego jednoznacznie zdefiniować. Zamiast tego rzucamy garściami skojarzeń bardziej lub mniej trafnych. Miłość urasta do rangi ideału, stanu, w którym niczego więcej nam nie trzeba, totalnej słodkości, spokoju, spełnienia, równowagi... Szukamy jej wszędzie: łapczywym wzrokiem wyszukujemy na ulicy, krótkimi spojrzeniami przywołujemy ją w nadziei, że kryje się za oczami tej czy tamtej osoby.

Gdzie jest ta Miłość? Czy daje ją Bóg? Czy mam się o nią modlić? Anton Szandor LaVey słusznie stwierdził, że najlepszym sposobem na osiągnięcie czegokolwiek jest zabranie się do roboty zamiast błagania i oczekiwania. Od czegoś trzeba zacząć, a najlepiej jest - rzecz jasna, a jednak zapominana - zacząć od siebie. Miłość to przepiękna sztuka dawania drugiemu to, co ma się w sobie najlepsze. Ma w sobie Miłość każdy ten, kto pomaga innym dla własnej radości. Ma w sobie Miłość każdy ten, kto wierzy w drugiego człowieka i daje mu szansę rozwoju. Ma w sobie Miłość każdy ten, komu uśmiech partnera jest niczym kwiecista łąka, a każda łza smutku niczym kolce boleśnie przekłuwające serce.

Przepiękną nagrodą jest, gdy człowiek w taki sposób podchodzący do życia znajdzie podobnego sobie. Kiedy obydwoje równie mocno pragną nawzajem dawać siebie we wszystkich trzech płaszczyznach (cielesna, umysłowa, duchowa), to mamy już jeden ze składników szczęścia. Drugi to, rzecz jasna, wytrwałość - abyśmy budzili się każdego ranka ze świadomością, że to nie był sen, ale prawda, która wciąż trwa. Jednak sama nagroda nie może być celem. To tak, jakbyśmy jedli obiad tylko dla deseru. Kiedy okaże się, że deseru nie będzie, nagle uderzamy pięścią w stół z grymasem wskazującym na głębokie rozczarowanie. Przydałoby się zatem zmienić nasze podejście. Lepszym rozwiązaniem jest stałe rozwijanie w sobie umiejętności prawdziwego kochania, stała gotowość na to, by oddać komuś to, co ma się w sobie najlepsze. A zatem Miłość to praca nad sobą, rozwój osobowości, ciągła ewolucja. Kiedy zaprzestajemy rozwoju, umieramy - tracimy możliwość czynienia podług Woli.

Thelema łączy ze sobą dwa, wydawałoby się, przeciwstawne czynniki: Miłość i Wolę, z greckiego: Agape i właśnie Thelemę, przypominając o przyporządkowaniu obydwu tej samej numerologicznej wartości 93. Na pierwszy rzut oka miłość to spontaniczny odruch, zaś wola to racjonalne i w pełni świadome podejmowanie decyzji, zatem mamy dwa przeciwległe bieguny. Zwróć jednak uwagę, że dwa bieguny tworzą całość - Ziemia nie mogłaby funkcjonować bez któregokolwiek z nich - tak samo człowiek nie może funkcjonować bez Miłości i Woli przenikających się równocześnie. I żadnego z tych dwóch nie znajdziecie gdzieś na zewnątrz, z dala, lecz w was samych. I przez całe życie uczyć się będziecie swej unikatowej Miłości i swej indywidualnej Woli. Bo każdy człowiek jest inny, toteż każdy inaczej kocha i ma inne życiowe cele. Aby to dostrzec i szanować u innych, wpierw należy to uczynić względem siebie.

Są tacy, którzy zawiedzeni swymi miłosnymi poszukiwaniami twierdzą, jakoby miłość była straszna, przeklęta, prowadziła ludzi do grobu etc. Otóż Miłość w swej twórczej manifestacji, w swym tańczącym ogniu, która ma być proporcem na świętej lancy Woli, nie ma na celu zniszczenia nas i zdołowania. Dopiero gdy napotyka przeszkody, pojawia się ból. Nauczmy się więc niszczyć przeszkody i nigdy, przenigdy nie próbujmy niszczyć Miłości! Bowiem Jej imię zostało tyle razy splugawione, tym bardziej w naszej konsumpcyjnej cywilizacji, że ci, którzy nauczą się należytego szacunku i pielęgnowania tego Diamentu Nad Diamentami, będą prawdziwymi mistrzami i panami swego życia. Zauważ, że z tego też względu bawię się pisaniem słowa miłość raz z wielkiej, a raz z małej litery, by oddzielić ziarno od plew.

Pielęgnowanie Miłości oznacza, że należy ją chronić. Dlatego po pierwsze nie dajmy się zwieść tym, którzy przekonują nas, że jest nam ona niepotrzebna. A po drugie nie rozdawajmy jej na oślep. Na mocy rozumu każdy musi zdecydować, kto zasługuje na jego Miłość, a kto nie. Każdy winien otrzymać szansę, lecz stójmy na straży Skarbu kryjącego się wewnątrz nas, by go nie zrabowano. Nie dajmy się psychicznym wampirom, o którym pisał LaVey w Biblii Szatana. Tymczasem Niewolnicy służyć będą. (AL II:58)

Wszystko dobrze, jak jest dobrze. A gdy przychodzi ból i cierpienie, powalają niejednego. Myślicie, że ja przez to nie przechodziłem? Zdziwicie się, a i są tacy, którym do pięt nie dorastam w kwestii życiowych doświadczeń, a jednak w swych niedolach znajdują hart ducha. Czy kiedy chorujemy, to pragniemy trwać w tej chorobie? Z pewnością nie. Kiedy chorujemy, przez jakiś czas leżymy w łóżku, wyizolowani, lecz czy później boimy się wyjść z domu, by znów nie zachorować? Chwilowa przeszkoda odeszła w zapomnienie, a my budzimy się rano i instynktownie, czasami nie zdając sobie z tego sprawy, dalej kroczymy swoimi ścieżkami. Wystarczy sięgnąć pamięcią wstecz i zdać sobie sprawę, że cierpienie mija i można je pokonać, a wtedy znów możemy swobodnie czynić swoją Wolę. Nie chodzi o to, by stale trwać w uczuciu szczęścia (mylnie utożsamianym ze Szczęściem). Nie chodzi o to, by cały czas było lato i był dzień. Mamy pory dnia i pory roku. Należy umieć się w tym odnaleźć i zbudować w sobie Miłosną Twierdzę, której nie pokona żaden żywioł. O właśnie - i to nazwałbym Szczęściem.

Podsumowując, zacytuję raz jeszcze Liber AL: Każda mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą (AL I:3), a cóż płonie w sercu gwiazdy, co pozwala jej świecić? Nie zagłębiając się w fizykę nazwijmy to po prostu Miłością. Kiedy odkryjemy ją w sobie, zdziwimy się, jak wiele kajdanów uda nam się zerwać. I kiedy zaczniemy prawdziwie świecić przykładem pielęgnowania Miłości i realizacji Woli, z pewnością przyciągniemy do siebie wiele atrakcyjnych istnień. I nie trzeba być thelemitą, by to zrozumieć.

Miłość jest Prawem, miłość podług Woli. (AL I:57)
Miłość jako nasionko leśne z wiatrem szybko leci, ale gdy drzewem w sercu wyrośnie, to chyba razem z sercem wyrwać ją można. (H. Sienkiewicz, Potop, tom I, r. 6)